Bezdroże nie jest trudniejsze od oznakowanego szlaku dlatego, że brakuje na nim tabliczek – jest trudniejsze, ponieważ każdą decyzję podejmujesz sam. O kierunku, tempie, sposobie obejścia przeszkody, miejscu biwaku. W Parku Sarek tak wygląda właściwie każdy dzień marszu. Przez lata wypracowałem sobie sposób myślenia, który pozwala poruszać się w terenie bez oznaczeń tak pewnie jak po szlaku, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że ta pewność nie przychodzi sama – trzeba ją zbudować.
Zanim ruszysz – ustal punkt wyjścia na mapie
Zanim zrobię pierwszy krok od obozu, wiem dokładnie, gdzie jestem – z dokładnością do dwustu metrów. Identyfikuję miejsce na mapie, opierając się na co najmniej dwóch punktach w terenie: rzece, szczycie, wyraźnym grzbiecie. Zaznaczam sobie w głowie kierunek marszu i pierwszy punkt kontrolny, czyli miejsce, w którym zatrzymam się i sprawdzę pozycję. To nie jest procedura na pokaz – to po prostu zabezpieczenie przed pierwszym błędem, który w bezdrożu narasta w tempie wykładniczym.
Czytanie rzeźby terenu – zanim zrobisz krok
Przed każdym etapem marszu czytam mapę i szukam linii najmniejszego oporu, a nie najkrótszej trasy. Najkrótsza i najłatwiejsza to zwykle dwie różne rzeczy. Grzbiety prowadzą daleko, ale dają widoczność i suchą stopę, więc często warto za nimi pójść nawet kosztem dodatkowego dystansu. Doliny kuszą szybkością, ale to właśnie tam są rzeki, bagna i wilgotne zarośla – brzoza karłowata i wierzby arktyczne w Laponii potrafią wciągać buty po kostkę i dramatycznie spowalniać marsz, czasem do takiego stopnia, że godzinę zajmuje pokonanie tego, co na mapie wyglądało na piętnaście minut.
Z czasem zaczynasz czytać teren jak tekst. Tam, gdzie płaskowyż łagodnie opada do doliny, najczęściej da się przejść bez problemu. Centymetr na mapie w skali 1:100 000 w zarastającym terenie to nawet dziesięć minut realnego trudu, co warto pamiętać przy planowaniu dnia.
Planowanie na bieżąco – elastyczność jako strategia
Mam plan dzienny, ale traktuję go jako hipotezę, a nie zobowiązanie. Co godzinę sprawdzam, w którym miejscu względem planu jestem. Jeśli teren okazuje się trudniejszy niż zakładałem, skracam etap i wcześniej zaczynam szukać dobrego miejsca na biwak. Lepiej mieć dobre miejsce teraz niż złe za dwie godziny w strugach deszczu i na podmokłym terenie.
Planowanie na bieżąco oznacza też, że szukam alternatyw zanim pojawi się problem. Idąc w stronę dolinki z planowaną przeprawą, już na podejściu zerkam, czy dałoby się ją obejść grzbietem, gdyby rzeka okazała się za wysoka. To nie pesymizm, tylko zwykłe myślenie przewodnika, który woli mieć w głowie plan B, zanim okaże się potrzebny.
Mgła i deszcz – decyzje bez widoczności
Mgła sama w sobie nie jest powodem, żeby się zatrzymać – jest powodem, żeby zwolnić i częściej weryfikować pozycję. W terenie bez szlaków mgła wymusza trzymanie się punktów liniowych: idziesz wzdłuż rzeki, wzdłuż grzbietu, wzdłuż jednej poziomicy. Marsz „na azymut” przez otwarty teren we mgle, jeśli nie znasz go dobrze, to prosta droga do tego, żeby się zgubić.
Deszcz natomiast zmienia jakość samego podłoża. Mokre skały granitu robią się jak szkło, roślinność jest cięższa i bardziej oporna, rzeki rosną. Moje tempo w takich warunkach spada o jakieś dwadzieścia, trzydzieści procent i akceptuję to bez dyskusji.
Triangulacja w ruchu – ciągłe potwierdzanie pozycji
Poruszanie się w terenie bez szlaków polega w gruncie rzeczy na ciągłej świadomości, gdzie się jest na mapie – z błędem nie większym niż dwieście, trzysta metrów. Mniej więcej co pół godziny identyfikuję co najmniej dwa punkty terenowe i dopasowuję je do mapy. Szczyt po lewej, zakole rzeki przed sobą – i już wiem, gdzie stoję. Nie czekam, aż zgubię orientację; weryfikuję pozycję wcześniej, zanim w ogóle stracę pewność. Więcej o samej technice celowania kompasem znajdziesz w artykule Mapa i kompas.
Kiedy się zatrzymać
W bezdrożu jest jedna umiejętność, której nie zastąpi żaden sprzęt – wiedza, kiedy się zatrzymać. Jeśli nie wiesz, gdzie jesteś z dokładnością do trzystu metrów, zatrzymujesz się i wyznaczasz pozycję. Jeśli nie wiesz, co cię czeka za następnym grzbietem, czekasz.
Wróć do porad