W Sareku rzadko brakuje wody — częściej brakuje refleksji nad tym, którą wodę wybrać. Po latach prowadzenia grup w szwedzkiej Laponii wiem, że butelka napełniona w niewłaściwym miejscu potrafi zakończyć wyprawę szybciej niż przemoknięte buty. Woda jest tu wszędzie: w potokach, w jeziorach, w śnieżnikach, na bagnach. Sztuka polega na tym, by z tej obfitości wybrać źródło, które nie położy cię nazajutrz z gorączką w namiocie.
Jak ocenić wodę przed piciem
Zanim sięgnę po filtr, najpierw patrzę. Kolor i zapach mówią więcej, niż mogłoby się wydawać, a w terenie to często jedyne informacje, jakie naprawdę masz pod ręką.
Woda przejrzysta, bez wyraźnego zapachu, z dobrze widocznym nurtem, to kandydat numer jeden — taką pobieram bez większego wahania, oczywiście po filtracji. Woda mętna, mleczna, szarawa najpewniej niesie pył lodowcowy, więc nadaje się do uzdatnienia, ale dopiero po prefiltracji przez kawałek materiału, lub musi najpierw odstać przez kilka godzin. Brunatna, herbaciana, o ziemistym smaku, to zwykle woda z torfowisk; po przefiltrowaniu lub tabletkach też nadaje się do picia, choć trzeba pogodzić się z tym, że herbata zrobiona na takiej wodzie nigdy nie będzie wyglądała i smakowała apetycznie.
Jest natomiast jeden widok, przy którym po prostu odchodzę. Zielony albo niebiesko-zielony kożuch na powierzchni, woda wyglądająca jak rozlana farba olejna lub jak zielony kisiel — to sinice. Produkują cyjanotoksyny, których żaden filtr terenowy ani tabletka chlorowa nie usunie, a gotowanie też nie pomoże, bo te toksyny są termostabilne, czyli wysoka temperatura ich nie niszczy. Jedyna decyzja, jaką tam podejmuję, to zmiana źródła, nawet jeśli oznacza to dodatkowe pół godziny marszu z pustymi butelkami.
Skąd brać wodę w Laponii
Najlepsza woda w Sareku płynie w górnych partiach potoków, wysoko nad doliną, powyżej miejsc, w których pasą się renifery. To moja podstawowa zasada — idę w górę tak długo, aż zobaczę, że stado zostało za mną. Renifery zostawiają w wodzie pasożyty, głównie Giardię i Cryptosporidium, mikroskopijne organizmy z kału, które potrafią wyłączyć człowieka z marszu na kilka dni biegunki i bólu brzucha.
Wodę stojącą traktuję z dużą ostrożnością. Jeziora przy brzegu, gdzie nic nią nie porusza, a także wszelkie bagna i mokradła to miejsca, w których patogeny mają czas, żeby się skupić. Jeśli muszę nabrać z jeziora, odchodzę kawałek od brzegu i czerpię z głębszej, ruchomej wody, najlepiej od strony, z której wpływa jakiś potok.
Osobnym tematem jest pył lodowcowy, ten słynny glacial flour. Potoki spod lodowców bywają mętne, mleczne, niekiedy prawie szare. Sam pył nie jest groźny dla zdrowia — to po prostu drobno zmielona skała — ale potrafi zatkać filtr membranowy z gęstą siateczką wewnątrz, czasem już po jednym napełnieniu, jeśli woda spod aktywnego lodowca jest bardzo mętna. Jeśli innej wody w okolicy nie ma, prefiltruję taką przez kawałek czystego materiału — chustkę, bandanę, fragment koszulki — zanim trafi do właściwego filtra lub pozostawiam w składanej misce na kilka godzin aby pył opadł na dno.
Czym uzdatniam wodę — mój zestaw
Po latach prób doszedłem do prostego, lekkiego zestawu, który zabieram na każdą wyprawę w Sarek. Nic w nim nie jest przypadkowe, ale też nic nie jest święte — to po prostu kompromis, który u mnie sprawdza się najlepiej.
Podstawą jest filtr typu Sawyer, taki na zasadzie squeeze. Lekki, szybki, zatrzymuje bakterie i pierwotniaki, w tym Giardię. Korzystam z niego przy zdecydowanej większości napełnień. W Sareku ryzyko wirusowe jest pomijalne — mało ludzi, czysta przyroda — i dlatego sam filtr w zupełności wystarcza. W innych rejonach świata, gdzie zagęszczenie ludzi jest większe, podejście może być inne i nie zaszkodzi to przemyśleć przed wyjazdem.
Drugi element to tabletki chlorowe, ale używam ich jako backup, kiedy filtr zamarznie, pęknie albo zatka się od pyłu lodowcowego. Tu jedna istotna uwaga: w zimnej wodzie, czyli poniżej dziesięciu stopni, a w Sareku to standard, tabletki działają znacznie wolniej. Zamiast zwyczajowego kwadransa czekam pół godziny, czasem nawet całą godzinę. Nie traktuję tabletek jako szybkiego zamiennika filtra, bo zimą gotowanie bywa po prostu szybsze i pewniejsze.
Trzecia rzecz to gotowanie. Przy wieczornym posiłku i tak podgrzewam wodę na zupę czy herbatę, więc minuta wrzenia załatwia patogeny i daje mi spokój przy kolacji.
Tabletki noszę osobno, w bocznej kieszeni plecaka, nie razem z filtrem. Gdyby coś się stało z głównym sprzętem, nie chcę stracić obu rzeczy naraz. I jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć: filtr Sawyer po zamrożeniu nadaje się tylko do wyrzucenia, bo jego membrana pęka. Wieczorem chowam go więc do śpiwora albo do wewnętrznej kieszeni kurtki, blisko ciała.
Ile wody i kiedy pić
W Sareku przy aktywnym marszu wypijam zwykle trzy, cztery litry dziennie. Zimno potrafi maskować pragnienie i łatwo przegapić, że organizm woła o wodę. Dlatego piję raczej z przyzwyczajenia niż z pragnienia — łyk co kilkadziesiąt minut, niezależnie od pogody. Sygnały, że jest już za późno, są dość czytelne: ból głowy, ciemny mocz, rozdrażnienie, niechęć do jedzenia. Odpowiedź na każdy z nich jest ta sama — napić się i zwolnić.
Błędy, które widziałem na szlaku
Trzy sytuacje wracają u mnie wciąż w pamięci, bo na moich oczach kończyły się problemami.
Pierwsza to picie prosto z jeziora bez filtracji, bo „woda wygląda czysto”. Giardia nie ma ani zapachu, ani koloru, a człowiek dowiaduje się o niej dopiero po dwóch dniach, kiedy jest już daleko od cywilizacji.
Druga to nabieranie z potoku poniżej pastwiska reniferów. Zawsze warto spojrzeć, co dzieje się sto metrów wyżej, zanim napełni się butelkę.
Trzecia to stosowanie tabletek chlorowych w lodowatej wodzie po piętnastu minutach, jak na opakowaniu. W zimnej wodzie reakcja jest po prostu wolniejsza, a skrócony czas to fikcja bezpieczeństwa.
Woda w Sareku jest darem, nie problemem. Trzeba ją tylko traktować z taką samą uważnością, z jaką dobiera się buty na wyprawę. Zanim spakujesz plecak: filtr, tabletki w osobnej kieszeni, butelka minimum litrowa na osobę — znajomość różnicy między potokiem powyżej a poniżej pastwiska.
Wróć do porad